Opalanie natryskowe czy solarium: co wybrać i ile to naprawdę kosztuje
— Trendy i porady
Za tydzień wesele, a ty jesteś biała jak ściana. Klasyczny wybór: dziesięć wizyt w solarium, których nie zdążysz zrobić, albo jedna wizyta na opalanie natryskowe. Krótka wersja: to dwa zupełnie różne narzędzia. Solarium wymusza na skórze wytwarzanie melaniny przy pomocy promieniowania UV — to proces powolny, seryjny i obciążający skórę. Opalanie natryskowe nakłada kolor na powierzchnię naskórka w kilkanaście minut, bez promieniowania, z efektem widocznym tego samego dnia. Poniżej porównujemy je uczciwie na czterech osiach, na których naprawdę się różnią: wygoda, bezpieczeństwo, możliwość wyboru koloru i cena.
Czym różni się opalanie natryskowe od solarium?
Mechanizmem, i z niego wynika cała reszta. W solarium lampy emitują promieniowanie UV, na które skóra reaguje produkcją melaniny — tak samo jak na słońce, tylko w skoncentrowanej dawce. Efekt buduje się przez serię wizyt i utrzymuje tak długo, jak długo powtarzasz sesje. Przy opalaniu natryskowym na skórę trafia mgiełka z substancją barwiącą, która reaguje z martwymi komórkami naskórka i wybarwia je. Żadnego promieniowania, żadnego czekania na reakcję organizmu: kolor rozwija się w ciągu kilku godzin po zabiegu i schodzi razem ze złuszczającym się naskórkiem, czyli w ciągu 5–10 dni. To ważna różnica w myśleniu o obu zabiegach: solarium jest procesem, natrysk — jednorazowym efektem na konkretny termin.
Wygoda: ile razy trzeba przyjść?
Tu różnica jest największa. Żeby zobaczyć sensowny efekt w solarium, trzeba przyjść wielokrotnie, w odstępach kilkudniowych, przez kilka tygodni — i pilnować tego rytmu, bo przerwa cofa postępy. Opalanie natryskowe to jedna wizyta trwająca od 10 do 30 minut, w zależności od tego, ile ciała obejmuje. Wychodzisz z niej z gotowym kolorem. To zmienia sposób planowania: natrysku nie planuje się „na jesień", tylko na konkretne wydarzenie — dzień przed weselem, sesją zdjęciową, wyjazdem czy imprezą. Kiedy termin goni, jest to jedyna droga, która w ogóle zdąży.
Bezpieczeństwo: co dzieje się ze skórą?
Promieniowanie UV, także to z lamp, jest czynnikiem obciążającym skórę — przyspiesza jej starzenie i to ono odpowiada za fotostarzenie, czyli zmarszczki i przebarwienia pojawiające się szybciej, niż wynikałoby z metryki. Opalanie natryskowe nie wykorzystuje promieniowania w ogóle: preparat pracuje na martwych komórkach naskórka i nie wnika głębiej. Dlatego jest to opcja dla osób z bardzo jasną karnacją, które w solarium po prostu się spalają, a także dla tych, którym dermatolog odradził UV. Uczciwie o granicach: to zabieg kosmetyczny, więc przy chorobach skóry, świeżych podrażnieniach czy uczuleniu na składniki preparatu odpuszczamy albo najpierw pytamy lekarza. I rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost, bo bywa źródłem groźnych nieporozumień: taki kolor nie chroni przed słońcem. To nie melanina, nie ma filtra — krem z SPF jest tak samo obowiązkowy jak wcześniej.
Elastyczność: czy można wybrać odcień?
Można — i to jest przewaga, o której mało kto myśli przy porównaniu. W solarium dostajesz ten kolor, jaki wyprodukuje twoja skóra: karnacja decyduje, a ty tylko czekasz. Przy natrysku głębokość koloru jest ustalana przed zabiegiem: od subtelnego muśnięcia, które ma wyglądać jak tydzień nad morzem, po wyraźną opaleniznę pod czerwony dywan albo sesję zdjęciową. Można też opalić tylko wybraną partię: sama twarz, szyja i dekolt do wieczorowej sukni albo całe ciało przed wyjazdem. Dobór odcienia omawiamy na miejscu, patrząc na twoją karnację — bo najczęstszy błąd to wybór o dwa tony za ciemno „na zapas".
Ile to kosztuje w porównaniu z serią w solarium?
U nas na Żoliborzu cennik jest prosty: twarz, szyja i dekolt — 80 zł (10 minut), z rękami — 100 zł (15 minut), pół ciała — 120 zł (20 minut), całe ciało — 150 zł (30 minut). To jedna płatność za gotowy efekt. Seria w solarium, która ma dać widoczny kolor, to kilkanaście minut razy kilkanaście wizyt — i przy typowych warszawskich cenach za minutę suma bywa wyraźnie wyższa niż nasze 150 zł, nie licząc czasu i dojazdów. Zastrzeżenie, żeby porównanie było uczciwe: natrysk trzeba powtarzać co 1–2 tygodnie, jeśli chcesz mieć kolor stale. Przy jednym wydarzeniu wygrywa bezapelacyjnie; przy „opaleniźnie przez cały rok" rachunek robi się kwestią indywidualną i warto go po prostu policzyć.
Kiedy solarium ma jednak sens?
Nie będziemy udawać, że nigdy. Jeśli ktoś chce budować i utrzymywać kolor przez wiele miesięcy, ma cierpliwość do serii i akceptuje ryzyko związane z UV, solarium tę potrzebę realizuje inaczej niż natrysk — kolor jest wtedy „własny" i nie schodzi z naskórkiem. My tej usługi nie prowadzimy i nie zamierzamy: uważamy, że w rachunku korzyści i kosztów dla skóry przegrywa. Ale rozmowa jest uczciwa tylko wtedy, gdy obie strony zostaną nazwane po imieniu.
Jeśli masz w kalendarzu konkretną datę i chcesz na nią wyglądać wypoczęto, umów natrysk na dzień wcześniej. A jeśli nie wiesz, jaki odcień będzie twój — przyjdź i zapytaj przed rezerwacją: to dwie minuty rozmowy, które oszczędzają tydzień chodzenia w kolorze nie do końca swoim.
Opalanie to jedna z ponad czterdziestu usług, które robimy pod jednym adresem — mapę całości znajdziesz w przewodniku po salonie urody, w którym zrobisz wszystko w jednym miejscu.