Czy elektroepilacja boli i co z tym można zrobić

— Trendy i porady

Tak, elektroepilację czuć. Zacznijmy jednak od dwóch rzeczy, których ludzie boją się najbardziej, a które po prostu nie mają miejsca.

Nie nakłuwamy skóry

To jest pytanie numer jeden i pierwsze nieporozumienie, które nasza kosmetolog prostuje niemal na każdej wizycie.

Igła nie przekłuwa skóry. Ma grubość zbliżoną do włosa i wchodzi tam, gdzie już jest otwór — w mieszek włosowy, wzdłuż kierunku, w którym rośnie włos. Nie robimy nowego kanału, tylko korzystamy z istniejącego.

Właśnie dlatego prosimy o włos długi na 3 do 4 milimetrów. Krótszego nie widać, a co ważniejsze, nie widać, w którą stronę rośnie — a igła musi wejść dokładnie wzdłuż niego.

Co czuć naprawdę

Nie ukłucie, tylko impuls. Praca dzieje się pod skórą, przy mieszku, i to jego odczuwasz.

Pracujemy igłą izolowaną, w której prąd podawany jest wyłącznie na samym końcu. Powierzchnia skóry nie dostaje impulsu, więc nie powstaje na niej oparzenie i po zabiegu nie ma strupków. Strupki, o których czyta się na forach, zostawiają tanie urządzenia z igłą nieizolowaną, która przypala skórę od góry.

To nie znaczy, że nic nie czuć. Znaczy, że czuć co innego, niż większość osób sobie wyobraża.

Dlaczego na twarzy jest inaczej niż na nogach

Skóra na twarzy jest cienka i delikatna, a mieszki leżą tam na bardzo różnej głębokości. To dwie osobne trudności naraz i dlatego akurat te miejsca bywają najbardziej wrażliwe.

Na rękach i nogach jest spokojniej. Jeśli zaczynasz i chcesz się przekonać, jak to znosisz, nie zaczynaj od wąsika.

To słabnie z każdą wizytą

Ta część rzadko pada w rozmowie, a jest najbardziej pocieszająca.

Każdy kolejny zabieg jest krótszy, bo włosów po prostu zostaje mniej. Przerwy między wizytami też się wydłużają. Czyli im dalej w kurs, tym mniej czasu spędzasz w fotelu za jednym razem — a to, a nie sam impuls, jest zwykle najtrudniejszą częścią.

Krem znieczulający i jedyna rzecz, którą trzeba zrobić dobrze

Krem jest u nas dostępny i płatny osobno, bo naprawdę wielu osobom nie jest potrzebny.

Ale jeśli wiesz o sobie, że masz niski próg bólu, liczy się właściwie tylko jedno, i jest to czas. Krem trzeba nałożyć co najmniej dwie godziny przed wizytą i owinąć to miejsce folią. Nasza kosmetolog mówi o tym z własnego doświadczenia — sama tak robi, bo inaczej nie da się z nią pracować w ogóle.

Krem nałożony w gabinecie tuż przed zabiegiem nie zdąży nic zrobić. Jeśli więc planujesz z niego skorzystać, powiedz o tym przy zapisie, żebyśmy zdążyli to z Tobą ustalić.

Uczciwa granica: nie chodzi o ból, tylko o czas

Tu powiemy rzecz, która działa przeciwko sprzedaży najdroższych bloków.

Po mniej więcej trzech godzinach dzieje się coś, czego cennik nie tłumaczy: ciało zwyczajnie przestaje oddawać włos. Do tego dochodzi zmęczenie samym leżeniem. Nasza kosmetolog, która robi to od lat i zna metodę od podszewki, sama nie wytrzymała nigdy dłużej niż pięć godzin — nie z bólu, tylko dlatego, że tak długo leżeć jest po prostu ciężko.

Dlatego najdłuższy blok nie jest automatycznie najlepszym wyborem, nawet jeśli w przeliczeniu na godzinę wychodzi taniej.

Jeśli chcesz po prostu sprawdzić

Najkrótszy blok to 10 minut. Z doliczaną do wizyty igłą wychodzi 80 zł.

To wystarczy, żeby dowiedzieć się o własnej skórze więcej, niż powie Ci jakikolwiek artykuł, łącznie z tym. Dopiero potem warto decydować o czymkolwiek dłuższym.

Jak cała metoda działa, ile realnie kosztują dłuższe bloki i czego nie obiecujemy — opisaliśmy osobno.