Elektroliza w domu: czy domowe urządzenia działają
— Trendy i porady
„Samodzielna depilacja elektrolizą w domu — DZIAŁA?" To pytanie wraca na polskich forach regularnie i zwykle zostaje bez porządnej odpowiedzi. Spróbujmy uczciwie, łącznie z tą częścią, która nie jest w naszym interesie.
Skąd bierze się pokusa
Elektroliza jest jedyną metodą uznawaną za trwałe usuwanie owłosienia. Tak klasyfikuje ją amerykańska FDA, instytucja dopuszczająca urządzenia medyczne, i tak samo traktuje ją literatura branżowa. Jednocześnie jest metodą powolną i rozłożoną na wiele wizyt, bo kosmetolog pracuje włos po włosie.
Powolna, trwała i płatna za czas pracy. To naturalnie rodzi myśl: skoro zasada jest prosta, może da się kupić urządzenie i robić to samemu w domu?
Odpowiedź zależy od tego, o jakim urządzeniu mówimy, bo pod jedną nazwą sprzedaje się dwie zupełnie różne rzeczy.
Pęseta elektryczna to wciąż pęseta
Pierwsza grupa to urządzenia pęsetowe. Chwytają włos i mają przepuścić przez niego prąd aż do mieszka, bez nakłuwania skóry.
Brzmi elegancko i właśnie na tym polega problem. Prąd musiałby przepłynąć wzdłuż włosa do cebulki, a włos nie jest dobrym przewodnikiem. FDA stwierdza wprost, że nie istnieje istotny zbiór danych potwierdzających, by pęseta elektryczna trwale usuwała owłosienie. W części stanów USA zabroniono nawet reklamowania tych urządzeń jako metody trwałej.
Jest jeszcze uwaga bardziej praktyczna niż wszystkie badania razem wzięte. FDA zauważa, że urządzenia te są na tyle trudne w obsłudze, iż wiele osób w praktyce używa ich po prostu jak zwykłej pęsety.
Czyli wyrywasz włos. To działa, tylko że to jest wyrywanie, a nie elektroliza.
Igła w domu to inna liga ryzyka
Druga grupa to domowe zestawy igłowe, czyli próba odtworzenia tego, co robi kosmetolog.
Tu mechanizm jest właściwy, ale cała trudność zabiegu leży w rzeczach, których nie widać. Igłę trzeba wprowadzić wzdłuż włosa na właściwą głębokość, nie przebijając ściany mieszka, a potem dobrać natężenie i czas do grubości włosa oraz do miejsca na ciele. To jest umiejętność manualna, ćwiczona na setkach włosów pod okiem kogoś, kto widzi błąd wtedy, gdy się dzieje.
Ta sama procedura wykonana nieprawidłowo niesie ryzyko uszkodzenia skóry, infekcji i blizn. W gabinecie to ryzyko jest znane i kontrolowane. W domu, na własnej twarzy, w lustrze i jedną ręką, kontrolujesz je znacznie gorzej.
Dochodzi do tego rzecz zupełnie banalna, o której łatwo zapomnieć: igła wchodzi pod skórę, więc sterylność nie jest szczegółem.
Co domowe metody robią dobrze
Teraz część, której sprzedawca zwykle nie mówi: bardzo wielu osobom domowe metody całkowicie wystarczają.
• Golenie, wosk, cukier i pęseta nie usuwają włosa na stałe, ale robią dokładnie to, czego większość ludzi od nich oczekuje. Skóra jest gładka teraz.
• Regularne wyrywanie z cebulką spowalnia odrost, a z czasem włos bywa cieńszy. To nie jest trwałe usunięcie, ale to realny efekt i nie ma powodu z niego rezygnować.
Jeśli jesteś zadowolona z wosku raz na kilka tygodni, nie potrzebujesz elektrolizy. Naprawdę. Trwałe usuwanie ma sens wtedy, gdy problem jest uporczywy i wraca latami: pojedyncze twarde włoski na twarzy, owłosienie po zmianach hormonalnych, siwe i bardzo jasne włoski, których nie bierze laser.
Kiedy gabinet ma przewagę, a kiedy jej nie ma
Gabinet nie jest lepszy z definicji. Ma przewagę w trzech konkretnych rzeczach: ktoś ogląda obszar pod powiększeniem i z właściwego kąta, dobiera parametry do twojego włosa, i odpowiada za sterylność.
Nie ma tej przewagi wtedy, gdy zależy Ci po prostu na gładkich nogach przed wyjazdem. Do tego wosk jest szybszy i tańszy, a u nas depilacja woskiem i cukrem zaczyna się od 30 zł.
Jeśli chcesz sprawdzić bez wielkiej decyzji
Elektroepilację rozliczamy czasem pracy, a najkrótszy blok to 10 minut za 40 zł. To wystarczy, żeby zobaczyć, jak wygląda zabieg i co się przy nim czuje, zanim zdecydujesz się na cokolwiek dłuższego.
A jeśli zastanawiasz się, czy w Twoim przypadku sensowniejszy byłby laser, porównaliśmy obie metody osobno — łącznie z tym, że lasera u nas nie ma.