Jak rozmawiać z fryzjerem, żeby wyjść zadowoloną

— Trendy i porady

Na forach o fryzjerach wraca jedno zdanie, i to ono zbiera najwięcej przytaknięć: musisz zacząć mówić od razu. Nie po pierwszym pasmie, nie przy suszarce i na pewno nie w domu, do lustra. Poniżej to, co warto powiedzieć i kiedy — od strony fotela, przy którym stoimy.

Dlaczego trzeba mówić od razu, a nie na końcu?

Bo prawie każdą decyzję we fryzjerstwie da się jeszcze zmienić na początku i prawie żadnej na końcu. Długość, którą już odcięto, nie wraca. Rozjaśniacz, który już zadziałał, nie cofa się. Kolor da się poprawić, ale to druga praca, nie ta sama.

Fryzjer pracuje na tym, co usłyszał na starcie, i im dalej w zabieg, tym mniej ma miejsca na korektę. Zdanie „w sumie od początku mi się to nie podobało" jest najkosztowniejszym zdaniem w salonie — nie dlatego, że ktoś się obrazi, tylko dlatego, że przychodzi wtedy, gdy jest już najmniej do zrobienia.

Czego fryzjer nie zgadnie po twoich włosach?

Sporo rzeczy widać po pierwszym dotknięciu — porowatość, kondycję, ślady rozjaśniania. Ale kilku najważniejszych rzeczy nie widać wcale, a zmieniają one plan całej wizyty:

• farbowanie w domu, zwłaszcza henną lub farbą drogeryjną, i kiedy dokładnie było

• domowy botoks albo keratyna z zestawu — o tym piszemy osobno w tekście o botoksie na włosy w domu

• zabieg wygładzający zrobiony gdzie indziej, nawet pół roku temu

• olejowanie: co, jak często i od jak dawna

• leki, ciąża, choroba przebyta w ostatnich miesiącach — włos rośnie z organizmu, nie obok niego

To nie jest spowiedź i nikt nie ocenia. To są dane wejściowe: rozjaśnianie włosa, na którym siedzi warstwa oleju albo stary zabieg wygładzający, zachowa się inaczej, niż wygląda.

Olejowanie — jedno nieporozumienie, które słyszymy najczęściej

Wśród tego, co klientki opowiadają o swojej pielęgnacji, najczęściej wraca przekonanie, że olej nawilża włosy. Nie nawilża. Cząsteczka oleju jest za duża, żeby wejść do wnętrza włosa, więc zostaje na zewnątrz. Nie spłukuje się przy myciu, bo szampon myje skórę głowy, a nie końce. Z czasem tworzy film, po którym odżywki i maski po prostu spływają — i końce, mimo całej pielęgnacji, wysychają i się łamią.

Złudzenie jest silne, bo olej jest śliski: grzebień idzie gładko, włosy się świecą. Dlatego to nieporozumienie trzyma się latami. W zamian proponujemy kremy i spraye nawilżające — i to wtedy zwykle zaczyna rosnąć długość, na którą klientka czekała.

Jak opisać efekt, żeby zostać zrozumianą?

Słowa zawodzą, bo znaczą co innego dla każdego. „Krótko" to nie jest długość. „Naturalny blond" to nie jest kolor. „Tylko podciąć końcówki" u jednej osoby oznacza centymetr, u drugiej pięć.

Co działa:

• przynieś dwa zdjęcia efektu, który chcesz — jedno nie wystarczy, bo pokazuje też fryzurę, oświetlenie i twarz innej osoby

• przynieś jedno zdjęcie, które ci się NIE podoba; to często mówi więcej niż trzy, które ci się podobają

• pokaż długość na sobie palcami, zamiast ją nazywać

• powiedz, jak układasz włosy w domu i ile masz na to czasu rano — fryzura, której nie umiesz odtworzyć, jest udana tylko w salonie

• powiedz, czego nie lubisz: grzywki, objętości na górze, przedziałka po tej stronie

Co usłyszysz w odpowiedzi — i dlaczego czasem to „nie"?

Czasem uczciwą odpowiedzią jest odmowa albo rozłożenie planu na kilka wizyt. Kilka przykładów z naszej praktyki:

• Keratynowego prostowania nie robimy w ogóle — robimy botoks organiczny. Jeśli przychodzisz po „keratynę", powiedz, jakiego efektu oczekujesz — wygładzenia czy odbudowy; to dwie różne rzeczy i tylko jedna z nich jest u nas.

• Rekonstrukcji nie proponujemy na krótkich włosach. Krótki włos żyje na głowie mniej niż rok, nie zdążył się zniszczyć, a zabieg go dociąży zamiast pomóc.

• Na włosach naprawdę zdrowych — gęstych, grubych, śliskich — regeneracja nie ma się czego chwycić: preparat po prostu spływa.

• Jednorazowy zabieg regeneracyjny to nie kuracja. Efekt narasta przez cztery zabiegi, a wszystko, co nie jest wykonane na gorąco, stopniowo się zmywa. Ile się utrzyma, zależy od pielęgnacji, jakości włosa, wody w twojej okolicy i pogody — dlatego nie podajemy tu jednej liczby tygodni.

A jeśli włosy są już zniszczone po domowym zabiegu?

Wtedy uczciwa odpowiedź brzmi tak: jakości włosa, który przeszedł domową chemię, nie przywrócimy w pełni. Możemy natomiast zmniejszyć widoczne skutki — wygładzić, dociążyć, poprawić to, jak włos wygląda i się układa — a resztę załatwia odrastanie i nożyczki.

To rozróżnienie warto usłyszeć przed wizytą, a nie po niej. Salon, który obiecuje pełne przywrócenie, obiecuje coś, czego nie ma.

Trzy zdania, które ratują najwięcej wizyt

Jeśli masz zapamiętać z tego tekstu tylko trzy rzeczy, to niech to będą zdania, które możesz powiedzieć na głos:

• „Zanim zaczniemy: farbowałam / olejowałam / robiłam zabieg w domu, ostatnio wtedy i wtedy."

• „Chcę tak" — i pokazujesz zdjęcie — „ale nie chcę tak", i pokazujesz drugie.

• „Przepraszam, mogę zerknąć?" — w połowie, a nie na końcu. To pytanie nikogo nie obraża i ratuje więcej fryzur niż jakakolwiek technika.

Reszta usług i to, jak układa się je w jedną wizytę, jest w przewodniku po salonie urody, w którym zrobisz wszystko w jednym miejscu.